Wierzę

Grupa docelowa: Młodzież Rodzaj nauki: Katecheza Tagi: Ciężary wiary, Poznanie Boga, Prawdy wiary, Wiara, Wierzę

1. Wiara i życie

WSTĘP

Stosując proste bardzo uproszczony podział można powiedzieć, że ludzie dzielą się na wierzących i niewierzących. Każda z tych grup ludzi ma w życiu swoje atuty i krzyże. Ujawniają się one w różnych sytuacjach i bywają błogosławieństwem lub udręką. Na przykład człowiek niewierzący nie musi się przejmować pójściem do kościoła w niedzielę, może ją zaplanować wg własnego uznania. Będzie się jednak czuł skrępowany, gdy przyjdą tradycyjnie huczne religijne święta, o których wszędzie się będzie mówiło.

Także w życiu moralnym wierzący i niewierzący będzie dokonywał różnych wyborów na podstawie różnych systemów wartości. Wtedy także jednemu może być lżej, innemu ciężej…

AKTYWIZACJA

Praca w grupach. Metoda – waga. Zadanie: rysujemy tradycyjną wagę o dwóch szalach. Po jednej stronie rysujemy „ciężary” znoszone przez człowieka wierzącego, po drugiej przez niewierzącego. Nadajemy im pewną miarę wg uznania uczniów. W sumie poszukujemy odpowiedzi na pytanie: kto ma trudniejsze (cięższa) życie – wierzący czy niewierzący? Poniżej przykład wagi (źródło istockphoto.com).

Czas na wykonanie zadania. Prezentacja na forum. Czas na dyskusję.

PYTANIA DO DYSKUSJI

  1. Czy jest możliwa wyczerpująca odpowiedź na w/w postawione pytanie?
  2. Czy nasze odpowiedzi potwierdzają czy zaprzeczają ciężarom nakładanym na wierzących?
  3. Jakie korzyści daje niewiara?
  4. Jakie ciężary dźwigają niewierzący?
  5. Jak jest z dokładaniem sobie lub uwalnianiem się od ciężarów w trakcie życia?
  6. Skąd wziąć siłę na dźwiganie ciężarów płynących z wiary?
  7. Luz w życiu – czego wymaga?

PUENTA

Poniżej znajduje się tekst O. Jacka Salija OP „Czy wiara zwiększa trud życia?”. „Sprzedaj” go uczniom po swojemu. To jest tylko propozycja.

Siostra, osoba wierząca, nie chce swojego dziecka uczyć modlitwy i zakazuje mówić mu o Bogu. Powiada, że na to będzie jeszcze czas, a na razie nie trzeba psuć dziecku radości dzieciństwa. Jak jej wytłumaczyć, że nie ma racji?

Ciekaw jestem, czy siostra Pani uczy swoje dziecko dzielić się z innymi otrzymaną zabawką, cukierkami itp. Gdyby była konsekwentna, powinna by tego zaniechać: przecież to mąci dziecku spontaniczną radość z otrzymanego daru! Będzie jeszcze czas — prowadźmy dalej to absurdalne rozumowanie — nauczyć je liczenia się z istnieniem innych, kiedy dorośnie i będzie więcej rozumiało.

Czy naprawdę jednak ludzki trud niczego już więcej w sobie nie zawiera poza przekleństwem? Przecież właśnie u dziecka najwyraźniej można zobaczyć, że trud bywa również pracą poszerzania i pogłębiania samego siebie, wydobywaniem z siebie tego, co jeszcze ukryte, a szczególnie cenne. Proszę przypatrzyć się dziecku, które uczy się siadać: jakżeż ono wtedy ciężko pracuje, całe jest zasapane, używa wszystkich swoich sił, żeby osiągnąć ten trudny cel, wyznaczony mu przez naturę. Dlaczego wtedy patrzymy z radością na jego trud i jeszcze je zachęcamy do dalszych wysiłków? Bo sam widok radości malca, że wreszcie udało mu się usiąść, jest wystarczającym dowodem, iż oszczędzanie dziecku tego wysiłku byłoby czymś nieludzkim i zdarza się zapewne tylko w domach dziecka.

Przypatrzmy się jeszcze sytuacjom, kiedy zachęcenie dziecka do przełamania się sprawia mu wyraźną przykrość. Matka każe na przykład dziecku poczęstować otrzymanymi cukierkami wszystkich obecnych w mieszkaniu. Wtedy twarzyczka jego czasem z rozpaczy aż się wydłuży: przecież w ten sposób utraci niemal połowę swojego skarbu, który tylko jemu był ofiarowany! Postawmy retoryczne pytanie: Czy jest to tylko tresura, wdrażająca dziecko w przyjęte przez dorosłych zasady współżycia? Oczywiście, nie! Czy nie zdarzało nam się wielokrotnie oglądać dzieci w zupełnie odmiennej sytuacji — całe promieniujące radością, że mogą się dzielić z kimś sobie drogim i w ten sposób okazać swój entuzjazm z powodu jego obecności? Trud przełamywania egoizmu, nakazywany przez rodziców, odsłonił w dziecku głęboko leżącą w jego naturze zdolność do miłości.

Ja tu mówię o pożytkach trudu w życiu dziecięcym, a przecież wchodzenie dziecka w wymiar wiary może się dokonywać równie spontanicznie i radośnie, jak stopniowe wprowadzanie go w tajniki jedzenia. Ileż poczciwej, a przecież już prawdziwie religijnej radości w jego oczach, kiedy pokazując na święty obraz, woła: „Bozia! Bozia!” Trud wiary pozna dopiero później, kiedy na przykład trzeba będzie czasami przełamać swoje lenistwo i nawet jeśli się nie chce — klęknąć do modlitwy. Pierwsze jednak, u samego progu refleksyjnej świadomości, spotkania z Panem Bogiem są zapewne dla niego (jeśli wolno nam się domyślać z jego zachowania) wspaniałą, fascynującą przygodą.

Być może jest to jakaś bardziej powszechna prawidłowość, która dotyczy nie tylko wieku dziecięcego: że spotkanie z wielkimi wartościami budzi najpierw fascynację, a dopiero później poznaje się związany z nimi trud. Przecież również dorosły konwertyta pierwszy swój okres spotkania z Bogiem przeżywa nawet w euforii, a prawie zawsze jako czas wielkiego duchowego szczęścia. Powszedni trud wiary, a nawet ciężkie noce przychodzą dopiero później.

Podobnie jest chyba ze wszystkimi: Bywają młodzi ludzie, którzy długo marzą o tym, żeby zostać lekarzami, nauczycielami czy księżmi. Kiedy już to wreszcie osiągnęli, początkowo chodzą jak zauroczeni: tak im odpowiada ta praca, każdy dzień przynosi im nowe potwierdzenia, że bardzo dobrze wybrali. Ciężki trud tych zawodów poznaje się dopiero z czasem. Ciężki — a przecież dający tyle satysfakcji!

Czy nie tak samo jest z narodzinami dziecka? Młody ojciec chodzi jak zwariowany z radości, że urodziła mu się córeczka; cały świat mu się zaróżowił. Później — zwłaszcza kiedy się urodzą następne dzieci — jego okulary stracą różowy odcień, a nawet się zaciemnią. Czyżby wynikało stąd, że nie warto mieć dzieci, bo to tyle kosztuje?

Sądzę, że jeśli ktoś za wszelką cenę chce oszczędzić dziecku trudu, każdego trudu, świadczyć to może o tym, że on sam nie dostrzega jeszcze dostatecznie różnicy między trudem przeklętym, niepotrzebnym, a sensownym, otwierającym nowe horyzonty, rozszerzającym samego nawet człowieka. Trzeba dziecku oszczędzać tego pierwszego trudu, ale chronić je przed tym drugim znaczyłoby ciężko je krzywdzić.

W jednym siostra Pani ma, być może, rację. Psychologowie przestrzegają przed tym, żeby pierwszy kontakt dziecka z wiarą nie był mu narzucany. Rodzice powinni mu podpowiadać — stosownie do jego pojętności — że świat nie kończy się na tym, co widzialne; wolno im też sugerować pierwsze formy kontaktu z Bogiem. Ale trzeba uważnie obserwować, czy dziecko te formy akceptuje, czy ponadziemski wymiar ludzkiego życia budzi jego fascynację, czy raczkowanie w modlitwie to dla niego równie radosna przygoda, jak nauka chodzenia. Jeżeli rodzice nie pomogą mu uformować w sobie postawy wiary jako czegoś własnego, może się to fatalnie odbić w jego późniejszym życiu religijnym.

I na koniec bodaj czy nie najważniejsza uwaga, związana z tematem przekazywania wiary dzieciom. Mianowicie każdy, przed kim staje to zadanie, powinien postawić sobie wówczas pytanie o swoją własną wiarę: Czym wiara jest dla mnie? Czy przenika ona i wieńczy cały sens mojego życia? Czy jest ona największą moją radością? Od odpowiedzi na te pytania istotnie zależy to, czy uda nam się własne dzieci wprowadzić we wspaniałą rzeczywistość wiary.

 

2. Poznanie Boga

WSTĘP

KKK 26 Wiara jest:

  • odpowiedzią człowieka daną Bogu,
  • który mu się objawia i udziela,
  • przynosząc równocześnie obfite światło
  • człowiekowi poszukującemu ostatecznego sensu swego życia.

Jak mogę poznać i po czym rozpoznać Boga, który wychodzi ku człowiekowi? Jakimi drogami mogę do Niego dojść?

AKTYWIZACJA

Praca na forum. Metoda – dyskusja. Poszukujemy odpowiedzi na pytania: co dzisiaj wskazuje na istnienie Boga? Jakie drogowskazy do Niego prowadzą? Czas na dyskusję.

PYTANIA DO DYSKUSJI

  1. Co jest potrzebne, aby wędrować tymi drogami?
  2. Czy te drogi gwarantują dotarcie do Boga?
  3. Czy On również „wędruje” tymi drogami?
  4. Co może „podprowadzić” człowieka do wiary?
  5. Jaką rolę spełnia tutaj świat, człowiek, prawa, piękno?…

PUENTA

KKK 31 Człowiek stworzony na obraz Boga, powołany, by Go poznawać i miłować, szukając Boga, odkrywa pewne „drogi” wiodące do Jego poznania.

Nazywa się je także „dowodami na istnienie Boga„; nie chodzi tu jednak o dowody, jakich poszukują nauki przyrodnicze, ale o „spójne i przekonujące argumenty”, które pozwalają osiągnąć prawdziwą pewność.

Punktem wyjścia tych „dróg” prowadzących do Boga jest stworzenie: świat materialny i osoba ludzka.

KKK 32 Świat: biorąc za punkt wyjścia ruch i stawanie się, przygodność, porządek i piękno świata, można poznać Boga jako początek i cel wszechświata.

Święty Paweł stwierdza w odniesieniu do pogan: „To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rz 1, 19-20).

Święty Augustyn mówi: „Zapytaj piękno ziemi, morza, powietrza, które rozprzestrzenia się i rozprasza; zapytaj piękno nieba… zapytaj wszystko, co istnieje. Wszystko odpowie ci: Spójrz i zauważ, jakie to piękne. Piękno tego, co istnieje, jest jakby wyznaniem (confessio). Kto uczynił całe to piękno poddane zmianom, jeśli nie Piękny (Pulcher), nie podlegający żadnej zmianie?”

KKK 33 Człowiek:

  • zadaje sobie pytanie o istnienie Boga swoją otwartością na prawdę i piękno,
  • swoim zmysłem moralnym,
  • swoją wolnością i głosem sumienia,
  • swoim dążeniem do nieskończoności i szczęścia.
  • w tej wielorakiej otwartości dostrzega znaki swojej duchowej duszy. „Zalążek wieczności, który w sobie nosi, nie może być sprowadzany do samej tylko materii” – jego dusza może mieć początek tylko w Bogu.

KKK 34 Świat i człowiek świadczą o tym, że nie mają w sobie ani swej pierwszej zasady, ani swego ostatecznego celu, ale uczestniczą w Bycie samym w sobie, który nie ma ani początku, ani końca. W ten sposób tymi różnymi „drogami” człowiek może dojść do poznania istnienia rzeczywistości, która jest pierwszą przyczyną i ostatecznym celem wszystkiego, „a którą wszyscy nazywają Bogiem”.

KKK 35 Władze człowieka uzdalniają go do poznania istnienia osobowego Boga. Aby jednak człowiek mógł zbliżyć się do Niego, Bóg zechciał objawić mu się i udzielić łaski, by mógł przyjąć to objawienie w wierze. Dowody na istnienie Boga mogą jednak przygotować człowieka do wiary i pomóc mu stwierdzić, że wiara nie sprzeciwia się rozumowi ludzkiemu.

Materiał do wykorzystania: Fizyka a wiara. Wykład prof. Krzysztofa Meissnera.