Boże Ciało

Grupa docelowa: Dorośli Rodzaj nauki: Lektura Tagi: Boże Ciało, Eucharystia

Zapraszam do rozmowy na temat dzisiejszej uroczystości Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa – popularnie mówiąc: na temat uroczystości Bożego Ciała.

Co ta uroczystość Państwo dzisiaj dała?

Jakieś myśli, pytania, spostrzeżenia?

Podzielmy się wiarą w obecność Chrystusa w Chlebie eucharystycznym…

Gdzie Państwo byli na procesji? Co z niej wynieśli? Może ksiądz coś ciekawego lub mądrego powiedział w czasie dzisiejszego kazania? Może jedno zdanie gdzieś w głowie zostało?…

Po co jest uroczystość Bożego Ciała?

  • Rozmawiałem dzisiaj z dziećmi w czasie homilii, pokazywałem monstrancję i pytałem o obecność Pana Jezusa wśród nas… jedna dziewczynka z całym przekonaniem stwierdziła, że Boże Ciało jest po to, żeby sypać kwiatki!
  • dziewczynka patrzy się na to święto z perspektywy koszyczka z kwiatkami, chłopiec – z perspektywy hałasowania dzwoneczkiem i maszerowania w równym rzędzie za kolegami,
  • rodzice – pilnują maluchów, inni w tłumie podążają za baldachimem, pod którym idzie kapłan z Najświętszym Sakramentem w monstrancji,
  • po co to wszystko?
  • Czy dla „pięknego przeżycia”? czy dla zbudowania ołtarzy i pochwalenia się przed innymi, że my mieliśmy ładniejszy? Czy dla pokazania się w nowych ciuchach sąsiadom?
  • A może po prostu to wolny dzień o charakterze religijnym, przy czym świętowaniem religijnym jakoś za bardzo nie ma co się przejmować? Przecież trzeba odpocząć…
  • Od wielu lat procesja była dla mnie utrapieniem… kichałem od pyłków w nieskończoność i marzyłem, żeby już się skończyła…
  • W czasie studiów w Krakowie obowiązkiem było pójść na jedną z dwóch procesji – św. Stanisława z Wawelu na Skałkę lub na procesję Bożego Ciała… był to dylemat… tłumy ludzi… zakonnicy jako ciekawostka… na Skałce uwielbiałem słuchać organów przenośnych, które brzmiały jak pożyczone od Raya Manzarka z The Doora – taki stary klasyczny Hammond… Boże Ciało na Rynku w Krakowie to tłumy ludzi, ogródki piwne i mnóstwo ciekawskich, wśród których naprawdę Pan Jezus ukryty w Hostii był najmniej istotny…
  • Ach no jeszcze orkiestry… śpiewy… a po odejściu od ołtarza łamanie gałązek brzozowych i zabieranie ich do domu…
  • Po co to wszystko… kolejny festyn parafialny, po którym wracamy do domu z bolącymi nogami i innymi wrażeniami, czy rzeczywiście coś, co umacnia naszą wiarę w sposób radykalny?

 Nie tylko katolicy

  • Zwyczaj obnoszenia w uroczystej, podniosłej procesji przedmiotu kultu nie jest wyłączną domeną katolików…
  • W Iraku sekta kurdyjska Jezydów, o rysach gnostyckich obnosi procesyjnie wyobrażenie Anioła Pawa, bóstwa zła, którego należy się wystrzegać.
  • W Złotej Świątyni w Armitsarze (Pendżab) jest przechowywana i w uroczystej procesji obnoszona, święta księga sikhizmu Adi Granth, zawierająca hymny religijne, poematy i pisma liturgiczne.
  • W twierdzy Sasayhumaman wznoszącej się nad Cuzco (Peru) dwa razy w roku odbywa się festiwal słońca – Inti Raymi, podczas którego obnosi się w rytualnym pochodzie rzeźbę wyobrażającą słońce.
  • Bliższą chrześcijanom analogią procesji eucharystycznych będzie zwyczaj obnoszenia w wyjątkowych sytuacjach prostej obustronnie pozłacanej skrzyni z drewna akacjowego, nazwanej Arką Przymierza.
  • Chociaż manna jest starotestamentalną figurą Eucharystii, to wbrew opinii autora listu do Hebrajczyków (Hbr 9,4) nie ona była przechowywana w Arce, lecz tablice dekalogu. Mimo to Arka Przymierza w jakiejś mierze może być odebrana jako figura kultu Eucharystycznego.
  • Niesiona pobożnie, acz triumfalnie wokół murów Jerycha, gwarantowała zdobycie obleganego miasta (Joz 6, 6-14). Zabrana na wojnę z Filistynami – bardziej jako totem niż przedmiot kultu – zamiast zapewnić zwycięstwo, wpadła w ręce wrogów i w niczym nie przyczyniła się do sukcesu militarnego (1 Sm 4).
  • Radosna procesja z Arką Przymierza na górę Syjon wprowadziła króla Dawida w taki trans, że król nie bacząc na swoją pozycję, odtańczył na oczach swoich poddanych taniec rytualny pozbywając się częściowo odzienia. To z kolei sprowokowało jego pierwszą żonę Mikal do pogardy i nazwania swojego męża niepoważnym, a Dawida do wyznania, że w jego życiu liczy się tylko Bóg, dla którego warto wystawić się na ludzkie pośmiewisko (2 Sm 6).
  • fenomenologia jest bezradna wobec teologii, która wcale nie traktuje noszenia w procesji Najświętszego Sakramentu jako istoty religii.

DZIEJE PROCESJI BOŻEGO CIAŁA

  • Wszystko zaczęło się prawie dwa tysiące lat temu w Jerozolimie podczas wieczerzy paschalnej, którą Jezus z Nazaretu spożył z dwunastoma uczniami.
  • Jezus łamiąc chleb, dawał go uczniom i mówił „To jest Ciało moje”; podawał też kielich z winem mówiąc: „To jest moja Krew Przymierza”.
  • Jak Dwunastu mogło rozumieć te gesty i słowa? Kiedy pojęli ich sens? Można przypuszczać, że dopiero po spotkaniach ze Zmartwychwstałym oraz po Zesłaniu Ducha Świętego stało się dla nich jasne, że znaki chleba i wina będą odtąd uobecniały na ziemi ciało i krew Jezusa.
  • Pierwotne wspólnoty judeochrześcijańskie nie miały problemów ze zrozumieniem tego, czym jest Eucharystia. Dla wszystkich – rozumiejących mentalność semicką – było oczywiste, że „ciało” i „krew” nie oznaczają jakichś elementów człowieka, które w połączeniu z innymi, duchowymi częściami tworzą całość.
  • W języku biblijnym „ciało” wskazuje na całego człowieka, który przeżywa swoje życie w ciele.
  • „Krew”, a ściślej jej przelanie, wskazuje natomiast na wydarzenie, na śmierć.
  • Dlatego św. Paweł przypomina: „Ilekroć bowiem spożywacie ten chleb albo pijecie kielich, śmierć Pana głosicie aż przyjdzie” (1 Kor 11,26).
  • A zatem Eucharystia była rozumiana jako dynamiczne uobecnienie wydarzenia, w którym Chrystus przechodzi ze śmierci do życia, a nie jako statyczna, rzeczowa obecność sacrum.
  • Kolejnym krokiem w rozumieniu Eucharystii było spotkanie nowotestamentalnej wiary z filozofią platońską. Okazało się, że platoński realizm symboliczny, czyli rozumienie symbolu jako realnie zjednoczonego z pierwowzorem, jest pomocne w wyrażeniu tajemnicy eucharystycznej obecności.
  • Jeśli misterium paschalne przyjmiemy za pierwowzór, to celebrowanie Ciała i Krwi byłoby jego symbolem w tym sensie, że sprawując Eucharystię uczestniczymy realnie w tym, czego Jezus Chrystus dokonał. Jan Chryzostom nie bał się nauczać, że było wolą Jezusa, aby symbole chleba i wina uobecniały jego Paschę (zob. „Homilia in. s. Pascha”, 39).
  • Niestety, wraz z wejściem plemion germańskich do Kościoła zagubiono platońskie rozumienie symbolu. Pojawiło się przekonanie, że tylko rzeczy są realne, a symbol jest jedynie jakimś zewnętrznym znakiem arbitralnie wybranym przez człowieka i odniesionym z zewnątrz do danej rzeczywistości. To, co symboliczne, stało się przeciwieństwem tego, co realne.
  • W konsekwencji w ostatnich wiekach pierwszego tysiąclecia zapomniano o dynamicznym, misteryjnym i symbolicznym (w sensie platońskim) charakterze sakramentu Chleba i Wina. Eucharystia zaczęła być rozważana jako „rzecz sama w sobie” służąca uzyskaniu łaski.
  • Niejaki Paschazjusz, opat klasztoru Corbie we Francji, twierdził, że obecność Chrystusa w Eucharystii nie może być symboliczna, lecz realna. Mnich z tego samego klasztoru, Ratramnus, zauważył jednak, że realność oznacza przestrzenność i materialność, a to – w odniesieniu do sakramentalnej obecności Chrystusa – prowadzi do takiej oto niedorzeczności, iż przyjmując Komunię gryziemy materialne ciało Jezusa.
  • Z teologicznego punktu widzenia język wyrażający tajemnicę Eucharystii znalazł się w ślepym zaułku. Nie udało się z niego wyjść również Berengariuszowi z Tours (zm. 1088), który głosił symboliczną obecność Jezusa w Eucharystii, i którego z tego powodu okrzyknięto heretykiem negującym obecność realną.
  • Rozwiązanie teologicznego pata wskazał pod koniec XI w. Lanfrank z Bec, który – nawiązując do Arystotelesa – odróżnił w eucharystycznych postaciach niewidzialną substancję od widzialnych przypadłości. Przemiana sakramentalna dokonuje się – tłumaczył Lanfrank – na poziomie substancji, a nie przypadłości. Tak udało się odejść od „kanibalistycznych” interpretacji Eucharystii i w połowie XII w. wypracowano termin transsubstancjacja (przemiana substancji chleba w substancję Chrystusa), który podjął Sobór Laterański IV i Sobór Trydencki, a twórczo rozwinął Tomasz z Akwinu.
  • Zamieszanie wokół Berengariusza i innych „dobrze chcących heretyków” zaowocowało nie tylko nowymi ujęciami prawdy o eucharystycznej obecności, ale także mistycznymi doświadczeniami potwierdzającymi tę obecność.
  • Pod koniec XII wieku szesnastoletnia dziewczyna, dziś znana jako Juliana z Cornillon, miała wizję, w której ujrzała świetlistą tarczę z ciemną plamą.
  • Sam Zbawiciel – jak utrzymywała – wyjaśnił jej, że owa plama oznacza brak w Kościele święta ku czci Jego Ciała i Krwi, które powinno przypadać w czwartek po niedzieli Świętej Trójcy.
  • Obdarowana tą wizją Juliana musiała dużo wycierpieć. Wielu uważało ja za niegodną wiary egzaltowaną zakonnicę. Jednak dzięki staraniom kierownika duchowego mistyczki, archidiakona Jakuba Pantaléona, synod diecezji Liége podjął w 1247 roku decyzję o zaprowadzeniu nowego święta. Uczyniono to jednak bez entuzjazmu.
  • w roku 1258, po dziesięciu latach spędzonych jako pustelnica zamurowana w celi, zmarła Juliana z Cornillon.
  • Cztery lata po jej śmierci we włoskiej miejscowości Bolsena wydarzył się cud eucharystyczny. Rozlane podczas Mszy wino przemieniło się fizycznie w krew. To wydarzenie przyczyniło się do ustanowienia święta Bożego Ciała w całym Kościele.
  • Uczynił to w 1264 roku papież Urban IV, czyli znany nam już Jakub Pantaléon. W liście okólnym „Transiturus de hoc mundo” napisał on: „Dowiedzieliśmy się dawniej, kiedy byliśmy na niższym stopniu hierarchicznym, że pewni katolicy mieli od Boga objawienie, aby to święto obchodzić powszechnie w Kościele„. A w innym miejscu: „I choć ten pamiętny sakrament sprawuje się w codziennych uroczystościach mszalnych, uważamy jednak za stosowne i godne, aby raz w roku odbywało się uroczystsze i okazalsze jego wspomnienie, szczególnie na zawstydzenie wiarołomstwa i zdrożności heretyków„.
  • W ten oto sposób Urban IV wspomniał w liście ustanawiającym Boże Ciało zarówno mistyczkę Julianę, jak i heretyka Berengariusza. Jednak recepcja Bożego Ciała od strony wiernych, czyli niejako od dołu, dokonała się dzięki organizowanym procesjom.

Wiara w Jezusa w Najświętszym Sakramencie

  • Eucharystia jest obecna na kartach Pisma Świętego i stanowi nieodzowny element życia pierwotnej gminy. Ona należy do Tradycji Kościoła, czyli do tego, co jest przekazywane w Kościele jako integralna część treści Bożego objawienia.
  • Święty Paweł mówi o niej: „Ja bowiem otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem, że Pan Jezus tej nocy, kiedy został wydany wziął chleb i dzięki uczyniwszy połamał i rzekł: »To jest Ciało moje za was wydane«” (1 Kor 11,23n).
  • A jednak uczta ustanowiona przez Jezusa w Wieczerniku, jako uobecnienie jego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania, przypomniana osobiście przez Jezusa w gospodzie Emaus, sprawowana od początków istnienia Kościoła przez Apostołów, pozornie nie doczekała się precyzyjnej formuły w postaci artykułu wiary wyznawanego ustami przez Kościół każdej niedzieli.
  • Podkreślam „pozornie”, bowiem gdy Kościół mówi w Składzie Apostolskim: wierzę w świętych obcowanie – „communio sanctorum”, to ma na myśli nie tylko wspólnotę świętych osób, ale także obcowanie ze świętymi rzeczami.
  • Spostrzeżenie to nie jest jedynie zabiegiem hermeneutycznym. Określenie „communio sanctorum”, w oryginalnym greckim brzmieniu „koinonia ton agion”, w Kościołach wschodnich rozumiano jako uczestnictwo w rzeczach świętych, czyli po prostu w postaciach eucharystycznych. Kościół łaciński, przyjmując to określenie do swojego języka teologicznego w IV i V wieku, nadał wyrażeniu – mającemu oryginalnie sens eucharystyczny – znaczenie eschatologiczne.
  • Odkrywanie pierwotnego sensu słów „communio sanctorum” otwiera wiele nowych horyzontów nie tylko dla pobożności eucharystycznej, ale także dla świadomości ekumenicznej. Uczestnictwo w rzeczach świętych gromadzi przecież konkretne osoby wezwane do bycia jednym Ciałem. Chrzest wciela nas w jedno Ciało Chrystusa, ale to Ciało Chrystusa widziane jest jako jedno tylko wtedy, kiedy sprawowana jest Eucharystia.
  • Z uczestnictwa w rzeczach świętych ma wypływać sposób życia. Znana formuła teologiczna mówi, że Kościół sprawuje Eucharystię, a Eucharystia czyni Kościół. Innymi słowy nie byłoby Kościoła, gdyby nie było Eucharystii. Dlatego Sobór Watykański II przypomina, że „Kościół nigdy nie zaprzestawał zbierać się na odprawianie paschalnego misterium, (…) sprawując Eucharystię” (KL 6).
  • Przypominając prezbiterom o ich odpowiedzialności za wychowanie wiernych w wierze, ten sam Sobór naucza, że „żadna społeczność chrześcijańska nie da się wytworzyć, jeżeli nie ma korzenia i podstawy w sprawowaniu Najświętszej Eucharystii”.
  • Wcześniej, w tym samym dokumencie Ojcowie Soboru podkreślają przytomnie, że „niewiele dadzą ceremonie, chociażby piękne, albo stowarzyszenia, choćby kwitnące, jeśli nie są nastawione na wychowanie ludzi do osiągnięcia dojrzałości chrześcijańskiej” (DK 6).
  • W tych słowach zamyka się kwintesencja nie tylko pojedynczej uroczystości, w której kruche Ciało Boże niesione jest ulicami przez jeszcze kruchszych ludzi, tak kapłanów, jak i świeckich (skoro w procesji świeccy biorą pod ramiona kapłana trzymającego w rękach monstrancję, to należy powiedzieć, że i oni w jakimś wymiarze niosą Najświętszy Sakrament).
  • Ojcom Soborowym chodziło o każdą Mszę Świętą, każde Nieszpory, każdą adorację, każdy publiczny akt religijny, który niejednokrotnie jest wystawiony na niebezpieczeństwo pustego gestu, jaki wytwarzać może atmosfera „akademii ku czci”, jeśli nie towarzyszy temu świadomość celowości. Chodzi o to, aby to, co jest, było odbierane jako wyzwanie do pracy nad dojrzałością chrześcijańską.

Wyzwanie
Gdyby Boże Ciało miało być świętowane jako akademia „ku czci sakramentalnej obecności”, to pozostanie ono jedynie cymbałem brzmiącym.

  • Dlatego Sobór Watykański II określa Eucharystię słowami świętego Augustyna: „sakrament miłosierdzia, znak jedności, węzeł miłości” (KL 47), chcąc w ten sposób zaznaczyć kres znaku.
  • Jeśli sakrament miłosierdzia, to nie źródło niechęci wobec stojących z boku. Skoro znak jedności, to nie przyczyna konfliktów. Jeśli węzeł miłości, to nie ślepe trwanie w nieprzychylności wobec bliźniego. Stąd nawet jeśli raz do roku sacrum zda się chodzić w parze z profanum, to tylko po to, aby ci, którzy niosą, stawali się tym, co widzą, oraz karmili się tym, czym są.

PUENTA

  • Protestanci mają kult Słowa Bożego, u prawosławnych jest wspaniały kult ikon, a Kościół katolicki otrzymał w darze kult eucharystyczny.
  • Ktoś jednak powiedział – i słusznie – że gdyby Jezus chciał, aby go jedynie adorować w Eucharystii, to uczyniłby ją ze złota.
  • Tymczasem Bóg daje się nam w nietrwałych ze swej natury postaciach chleba i wina, bo przede wszystkim chce być spożywany podczas liturgii.
  • Ta słuszna uwaga nie powinna nas zniechęcać do uczestniczenia w procesjach Bożego Ciała, ale winna uwrażliwić na to, że właściwa adoracja Najświętszego Sakramentu jest czymś, co wypływa z pełnego uczestniczenia w Wieczerzy Pańskiej i do niej prowadzi.
  • A zatem idąc w procesjach Bożego Ciała pamiętajmy, że wyszliśmy z Wieczernika i ku niemu zmierzamy…