Wypłyń na głębię

Grupa docelowa: Dorośli Rodzaj nauki: Homilia Tagi: 1 Kor 3, 5 niedziela zwykła, Łk 5, Powołanie uczniów, Ps 24, Wypłyń na głębię

HOMILIA 1

1. To, co zrobił Piotr wobec swoich najbliższych, było głupie, nieludzkie. Nie zostawia się bliskich ot tak, od razu. Nawet w obliczu wielkiej ilości ryb! Nawet w obliczu cudu tak się nie robi. Ryby to ryby. Raz jest ich więcej, raz mniej. Jak dzisiaj zabraknie, to będą jutro…

2. Jest jednak pewne ale… Św. Hieronim pisał, że św. Piotr musiał w Jezusie dostrzec coś więcej niż oblicze swojego ojca, któremu powinien być wierny. Piotr, idąc za Jezusem, nie tyle zostawił swojego ojca, o ile odnalazł prawdziwego Ojca!

Gidle, 6 września 2018, 1 Kor 3,18-23; Ps24; Łk 5,1-11

HOMILIA 2

„Przyciągnąwszy lodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim” 

W szarej codzienności ludzkiego życia przeplatają się momenty radosnego entu­zjazmu i chwile bolesnego zniechęcenia. Optymizm zrodzony w dniach powodzenia gaśnie nagle, gdy trudne doświadczenie przygniata ciężarem, który wydaje się być ponad siły. Pokusa bezwolnego poddania się biegowi spraw staje się coraz mocniej­sza. Kto jej ulega, traci wewnętrzny pokój, przestaje się uśmiechać, nie wierzy już we własne możliwości, ani w pomoc kogokol­wiek. Postrzega całe otoczenie jako nie­przyjazne. Nawet jeżeli nie pozwala dojść do głosu agresji, maska pewności siebie oddala go od innych. Im bardziej cierpi, tym bardziej jest osamotniony. Kto jednak w tak krytycznym momencie potrafi do­strzec obecność Chrystusa, nie załamie się. Pokusa zniechęcenia ustąpi miejsca woli współdziałania z Nim w misji przemiany tego świata. Wydarzenie nad jeziorem Ge­nezaret jest doskonałą tego ilustracją.

Zmęczeni nocnym połowem Szymon i jego towarzysze zajęli się czyszczeniem sieci. Tej nocy nic nie złowili. Nadzieja na zarobek, który pozwoliłby przeżyć ten dzień bez niepokoju o utrzymanie rodzin, znowu okazała się płonna. Tyle trudu i wszystko na nic. Szymon pogrążony w myślach, mechanicznie wykonywał czynno­ści powtarzane od lat. Z zamyślenia wy­rwała go prośba Jezusa, by odpłynął nieco od brzegu. Zrobił to chętnie, widząc tłum, który cisnął się, aby słuchać Mistrza. Sam był ciekaw Jego słów. Wsłuchiwał się w nie, usiłując odnaleźć w nich swoją własną rzeczywistość. Codzienne troski nie prze­stały być ważne. To, co słyszał z ust Jezusa, niosło jednak jakieś nowe, tajemnicze światło, które pozwalało dostrzec prawdzi­wą wartość życia, pracy, modlitwy…

Każdy chrześcijanin jest słuchaczem Je­zusa. Pismo św., nauczanie Kościoła, kate­cheza i zwyczajne zdarzenia, analizowane w świetle wiary, niosą ze sobą ten sam ładunek Bożych treści, który pozwalał Szymonowi i innym uczniom Mistrza z Nazaretu odkrywać pozytywną stronę co­dzienności. Potrzeba jedynie odrobiny uwagi, chęci wniknięcia w słowo Pana, aby to, co przykre, smutne, złe przestało zagra­żać wewnętrznemu pokojowi. Do człowie­ka nastawionego na słuchanie może w pewnym momencie dotrzeć wezwanie: „Wypłyń na głębię i zarzuć sieci na połów!” (Łk 5, 4). Spróbuj wejść głębiej w swoją własną rzeczywistość, aby odkryć nowe możliwości rozwiązania problemów. Spróbuj sięgnąć do ich korzeni, aby prze­konać się, że – wbrew piętrzącym się trud­nościom – są one do rozwiązania. Zoba­czysz, że masz wystarczające siły, aby przezwyciężyć niedogodności. Być może i świat, który cię otacza, przyjdzie ci z pomo­cą.

Wobec tej zachęty pokusa zniechęcenia odezwie się na nowo. Zdrowy rozsądek podsunie na jej poparcie cały stos argu­mentów, zbudowany na przeżytym do­świadczeniu. „Mistrzu, przez całą noc pra­cowaliśmy i niceśmy nie ułowili” (Łk 5,5). Jezu, tyle razy próbowaliśmy odbudować naszą miłość małżeńską i nadal nie może­my się zrozumieć… Panie, tylekroć już przebaczałem… Boże, może Ty doliczysz się moich „postanawiam się poprawić i więcej nie grzeszyć”… Wszystko na nic…

Doświadczenie można przeważyć jedy­nie wiarą. Potrzeba zaufania, aby zanego­wać własne, minione przeżycia i pójść za głosem Jezusowego wezwania. Trzeba za­ufania, by powiedzieć: „Na Twoje słowo zarzucę sieci” (Łk 5, 5). Na Twoje słowo podejmę raz jeszcze trud odbudowywania miłości, przebaczania, nawrócenia…

Udało się! W sercu drgnęła radosna stru­na powodzenia. Ale w tym momencie moż­na też wszystko przegrać. Można tak za­chłysnąć się odniesionym sukcesem, mate­rialną lub duchową korzyścią, że Chrystus przestanie nas w ogóle interesować. Nie będzie miał już nic do zaoferowania. Dla­tego jedynie akt pokory może uratować od największego błędu. Trzeba, jak Szymon, przypaść Jezusowi do kolan z wyznaniem: „Odejdź ode mnie Panie, bo jestem czło­wiek grzeszny” (Łk 5, 8). Dla niego nie liczyły się ryby wymykające się z podartej sieci, ani te, które w niej pozostały, zwia­stując niezły zarobek i koniec kłopotów. On spojrzał na całe to wydarzenie oczyma wiary i odczytał właściwie Boży znak. Nie zachłysnął się sukcesem, ale zrozumiał, że przełamanie zniechęcenia, które opanowy­wało jego serce, zawdzięcza Jezusowi. Pan docenił jego zaufanie. Zapowiedź przy­szłej misji była tego dowodem.

Tak też w życiu chrześcijanina kryzys może być czasem wzrostu. Wystarczy wsłuchać się w słowo Boga, zaufać Jego wszechmocy i nawet wbrew nadziei podjąć wezwanie. Gdy trudności ustąpią miejsca powodzeniu, nie wolno zatrzymać się na osobistym doświadczeniu, ale dostrzec wy­ciągniętą, pomocną dłoń Boga i uchwycić się jej na całe życie. Jezus mówi każdemu zdesperowanemu, zagubionemu, zrozpa­czonym: „Nie bój się” (Łk 5, 10). Nie jesteś sam. Zaufaj mi. Wypłyń na głębię – a zwy­ciężysz!

Ks. Paweł Ptasznik, ŹRÓDŁO, nr 6/95, 5 niedziela zwykła, rok C