Samookaleczenia

Grupa docelowa: Młodzież Rodzaj nauki: Lektura Tagi: Samookaleczenie

Samookaleczanie się jako oznaka wewnętrznego cierpienia to coraz częstszy problem dzisiejszych nastolatek.

– Wiele razy nacinałam sobie skórę na nadgarstkach metalowym spinaczem. Robiłam to wieczorem w moim pokoju. Byłam równocześnie zła i smutna – zwierza się 14-letnia Marion. Wygląda jak większość dziewcząt w jej wieku: długie włosy, T-shirt, dżinsy i adidasy. Tenisowa opaska wokół nadgarstka maskuje ledwie widoczne już dzisiaj  blizny.

Niepewnym głosem opowiada po raz pierwszy o swoich „głupotach” pani psycholog z wyspecjalizowanego ośrodka leczniczego w departamencie Aisne. Owe „głupoty” nazywają się skaryfikacja (nacięcie skóry) lub samookaleczenie.

Owa „moda” zaczyna się one upowszechniać wśród nastolatków. W mniejszym stopniu dotyczy to chłopców, którzy wolą wyrażać cierpienie kierując agresję raczej na zewnątrz niż na własne ciało. Okaleczenie polega na nacinaniu skóry na nadgarstkach, ramionach, czasami na udach i brzuchu, za pomocą ostrego przedmiotu, zwykle brzytwy czy nożyka. W pierwotnych społeczeństwach stanowiło element rytuału przejścia do dorosłości lub oznaczało przynależność do określonej grupy.

– Dojrzewanie zawsze było okresem trudnym, ale dzisiaj młodzi patrzą inaczej na swoje ciało i niektórzy zdają się odczuwać czasami potrzebę jego kaleczenia – mówi z niepokojem Dominique Versini, rzecznik praw dziecka. Postanowiła zająć się nowymi przejawami psychicznych cierpień nastolatek – w tym samookaleczaniem – w swoim rocznym raporcie, który ma być ogłoszony pod koniec tego roku.

We Francji nie przeprowadzono jeszcze popartych danymi liczbowymi badań owego zjawiska, wciąż jest to temat trochę wstydliwy. Wiadomo jednak, że samookaleczeń dokonuje ponad trzy miliony Amerykanów, a w Wielkiej Brytanii stanowią one 10 procent przyczyn hospitalizacji młodych ludzi. Są to oceny psychiatry Armando Favazzy z jego raportu z 1996 roku. Narodowy Instytut Zdrowia i Badań Medycznych we Francji (INSERM) ujawnił w przeprowadzonym w 2004 roku sondażu na temat stanu zdrowia młodzieży w wieku 14-20 lat pozostającej pod nadzorem sądowym, że 14 procent dziewcząt i cztery procent chłopców przyznało się do posiadania nacięć.

Na pierwsze spotkanie z panią psycholog Marion przychodzi w towarzystwie matki, która cały czas mówi, pozwalając córce zachowywać uporczywe milczenie i wyrażać swoją postawą pewne zażenowanie. – Marion, skąd przyszedł ci do głowy taki pomysł? – pyta wreszcie psycholog. –  Zauważyłam na dziedzińcu szkolnym dziewczynę, która się cięła. Powiedziałam, że ja też to zrobię – wspomina Marion. – Ona naśladuje wszystkie głupoty swoich koleżanek – wzdycha matka. Jest troskliwa i nieco apodyktyczna.

– Naśladownictwo nie może przysłaniać prawdziwych przyczyn złego nastroju, nazywanego niekiedy bólem istnienia – twierdzi psycholog i psychiatra Catherine Rioult. – Te nastolatki robią sobie nacięcia, aby zmaterializować trudne do wytrzymania cierpienia psychiczne. Dzięki okaleczeniom ból staje się bardziej realny, łatwiejszy do opanowania, odczuwają więc potem ulgę.

Marion mówi jednak, że nie czuła żadnej ulgi po pocięciu się. Zrobiła to jednak powtórnie, kilka miesięcy po pierwszym razie, drapiąc sobie brzuch pręcikiem od kolczyka. Większość dziewcząt, które dokonują samookaleczeń twierdzi, że podczas tej czynności nie odczuwają żadnego bólu. Lubią potem patrzeć na płynącą krew. – To jest dowód życia i akt zaklinania. Chcą usunąć złą krew, jak to robiono niegdyś upuszczając ją – analizuje Rioult.

Pewną rolę grają również blizny pozostawione przez zranienia. Nastolatki pokazują je lub ukrywają, zależnie od okoliczności. – Zaznaczają swe ciało w ten sposób, aby odróżnić się od rodziców i pokazać, jak bardzo cierpią, nie ubierając tego w słowa. Być może czasami chcą odwrócić uwagę od pojawiających się oznak kobiecości. Chyba tak te ślady powinny być odczytane – mówi na zakończenie Catherine Rioult.

http://wiadomosci.onet.pl/1421814,242,kioskart.html