Mów, Panie…
JEZUS WYCHOWUJE SWOICH UCZNIÓW W MK 1,35-39
HOMILIA 1
1. Jak się człowiek wyśpi, to podobno mniej się stresuje, lepiej myśli, ma szczupłą sylwetkę, i jeszcze wiele innych korzyści.
2. Dziś czytamy, jak Pan, Bóg Izraela woła Samuela we śnie, a Heli uczy go najprostszej i najpiękniejszej modlitwy: „Mów, Panie…”
3. I nasze serca otwieraj, i nasze uszy otwieraj także, Panie, abyśmy pełnili Twoja wolę…
Radonie, 12 stycznia 2022, 1 Sm 3,1-10.19-20; Ps 40; Mk 1,29-39
HOMILIA 2
1. Jak to możliwe, że kobieta leżąca w gorączce miała po chwili siłę, aby usługiwać przy posiłku Jezusowi j Jego uczniom?
2. Gorączka przecież osłabia organizm… Albo była to „twarda babka”, albo… to symbol zapału do pomocy innym, zaangażowania, aktywności po czasie bezradności, słabości duchowej, beznadziei?…
3. O. Jacek Salij OP pisze w komentarzu do dzisiejszej Ewangelii: „Jeśli w tobie nie ma zapału do dzielenia się swoją wiarą, kto wie, może ty jeszcze trwasz w chorobie, może dopiero czekasz na swoje uzdrowienie”.
Radonie, 10 stycznia 2024, 1 Sm 3,1-10.19-20; Ps 40; Mk 1,29-39
LEKTURA DODATKOWA
Szymon przygarnął owdowiałą matkę żony do swojego domu. Jej statut wdowy, podobnie jak innych w czasach Jezusa, nie był godny pozazdroszczenia. Dobra małżeńskie były zazwyczaj uważane za własność rodziny męża. Wdowa musiała żebrać lub podejmować się najniższych, ciężkich i mało opłacalnych prac. Z drugiej jednak strony Prawo zapewniało jej ochronę (podobnie jak starożytne wspólnoty chrześcijańskie). Zaś opiekowanie się dalszą rodziną było zjawiskiem o wiele częstszym niż współcześnie. Szczególnie relacje z teściowymi znacznie odbiegają od przykładów biblijnych (np. Rut i Noemi). Teściowe stają się na ogół tematem niewybrednych żartów, deprecjonujących ich godność. Wynika to zwykle z uwarunkowań kulturowych. Zdaniem Zygmunta Freuda jest niemal pewne, że w sytuacji psychologicznej między zięciem i teściową istnieje coś, co sprzyja wrogości między nimi i utrudnia współżycie.
Celem pobytu Jezusa w domu Piotra nie było bezpośrednio uzdrowienie jego teściowej. Jezusa poinformowano o chorobie, gdy już przebywał w domu. Kobietę trawiła wysoka gorączka (Łk 4, 38). Dla starożytnych była ona bardziej chorobą niż symptomem choroby. Słowo określające „gorączkę” („pyretos”) tak wyraźnie odsyłało do żaru ognia („pyr”), że rabini potocznie używali zwrotu „ogień kości” dla określenia gorączki, która mogła być czasami chorobą śmiertelną. Wyobraźmy sobie obecnie ciężką malarię! W tamtych czasach chętnie przypisywano gorączce, jak tylu innym chorobom, pochodzenie demoniczne, a więc trzeba było odprawić egzorcyzmy (P. Mourlon Beernaert).
Wobec prośby czterech uczniów: samego Piotra i jego brata Andrzeja oraz braci Jana i Jakuba, Jezus podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła (Mk 1, 31). Jezus podszedł do kobiety. Niektórzy pobożni Żydzi w ogóle unikali dotknięcia kobiet, aby nie utracić czystości rytualnej, chyba, że mogli ustalić, w jakim stanie się znajdują (por. Kpł 15, 19). Stąd na przykład wypływa reakcja Szymona faryzeusza na widok grzesznej kobiety, która dotyka Jezusa i całuje Jego stopy (Łk 7, 36nn). Jezus przełamał rodzinne tabu i występując przeciw tradycyjnemu rozumieniu nieczystości chciał potwierdzić wolność człowieka (J. P. de Roux). Dla Jezusa zawsze ważniejszy jest człowiek, niż normy prawne.
Następnie Jezus podniósł kobietę, ująwszy za rękę. Podobnie uczynił wobec córki Jaira (Mk 5, 41) i chłopca chorego na epilepsję (Mk 9, 27). Nie jest to przypadek, ponieważ istnieje powiązanie między tą ręką, która podnosi, i Bogiem życia, który podnosi z martwych. Już Stary Testament mówił o Bogu, jako ujmującym za prawicę tego, któremu chce udzielić swojej mocy, a nawet wprowadzić go do swojej chwały (Ps 73, 23; Iz 41,, 13; 42, 6) (P. Mourlon Beernaert).
Opisując uzdrowienie teściowej Piotra, Ewangeliści posługują się greckim słowem „egeirein”, (Łukasz „anastasis”), które oznacza „podniesienie”, „wskrzeszenie”. To samo słowo zostaje użyte w opisie zmartwychwstania Jezusa. Teściowa, która leży w gorączce przykuta do łoża jest symbolem niemocy, bierności, braku życia, obumarcia. Nie może nic dla siebie uczynić. Może tylko czekać i cierpieć. Ale może także z ufnością otworzyć się na Jezusa i przyjąć Jego uzdrowienie. Jezus w swoim geście dobroci uzdrawia: wskrzeszając, daje nowe życie, pozwala wrócić do codzienności i pełni życia.
Jean du Mesnil próbuje wczuć się w przeżycia teściowej Piotra: Wówczas Jezus zbliżył się do mnie, ale w sposób odbiegający od zwyczaju, w jaki mężczyzna zbliża się do kobiety, która nie należy do niego. Jak wyrazić, co wtedy czułam? Był tu dla mnie. Moje życie miało znaczenie. Naprawdę chciałam, żeby to trwało i bardzo chciałam Go poznać. Jakże cenne było tych kilka sekund pod Jego spojrzeniem! Nigdy czegoś takiego nie doznałam. A potem wziął moją dłoń w swoją. To niesamowite, co może wyrazić dłoń! Jego czuła ręka wydawała się rozumieć całe moje strapienie i zmęczenie, unosiła mnie całą; brała na siebie całą moją wrażliwość. I tak Jego ręka powoli się uniosła i podniósł mnie… Jego dłoń mówiła mi, że jestem silna jak On.
Św. Łukasz mówi ponadto, że Jezus rozkazuje gorączce. Jest to egzorcyzm. Jezus oczyszcza kobietę od wszelkiej niemocy i zła, które wiązano z chorobą. On jest Panem życia i śmierci. Nie przyszedł jedynie po to, by uzdrowić nas z „gorączki”, a więc z doraźnych cierpień, trudności i problemów, ale również podźwignąć ze śmierci, uwolnić od grzechu i zła, które nas usidla jak nić pajęcza i wskrzesić do prawdziwego nieśmiertelnego życia.
Uzdrowienie teściowej Piotra jest równocześnie jej powołaniem. Wszyscy Ewangeliści kończą opis stwierdzeniem o jej usługiwaniu. Użyte słowo „diakonein” świadczy, że nie chodzi tutaj tylko o posługi materialne. Z początku były to zapewne skromne zajęcia wynikające z gościnności domu w Kafarnaum. Chociaż niektórzy egzegeci wskazują, że w judaizmie nie uznawano tego rodzaju służby kobiet wobec mężczyzn, a zwłaszcza rabbich (E. Adamiak).
Czasownik „diakonein” (który występuje ok. stu razy w Nowym Testamencie) wskazuje na stałą posługę. Chodzi więc o naśladowanie Jezusa, służbę Jemu. Teściowa Szymona dzięki uzdrowieniu stała się posługującą uczennicą Jezusa. Jako diakonisa służy w domu Piotra, a więc w centrum religijnej wspólnoty, którą założył Jezus. Jej misję będzie kontynuować Marta (por. Łk 10, 38-42). Kobieta, uzdrowiona i podniesiona, uosabia rzeczywiście wspólnotę chrześcijańską, w której zaczyna się odkrywać znaczenie wzajemnej posługi. Czyż my sami nie powinniśmy również służyć sobie wzajemnie? (P. Mourlon Beernaert).
Źródło: jezuici.pl, dostęp: styczeń 2026.
TEKST 2
Rozpoznanie Jezusa, gdy uzdrawia teściową Szymona, zależy od odczytania i zrozumienia tego leżała w gorączce.
Zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im. (Mk 1.29 – 31)
Najpierw myślałem, że teściowa Piotra ma gorączkę związaną z chorobą ciała. Taka gorączka jest efektem walki organizmu z mikrobami, wirusami. Jezus podając rękę od niej uwalnia. Pojawia się wówczas jako cudowny lekarz, uzdrowiciel. Naiwność tego obrazu mi nie przeszkadzała. Nie dostrzegałem tego, że Jezus działałby wtedy wbrew Opatrzności, która z sobie wiadomych przyczyn pobłogosławiła teściową Piotra gorączką i uczyniła to z pewnością dla jej dobra, a wcale nie po to, by Jezus mógł zademonstrować swoje uzdrowicielskie umiejętności. Popisywanie się nie należy do natury Boga, ani doskonałego człowieka.
Gdy trochę poznałem ludzki świat, wtedy moje poglądy na temat gorączki teściowej Szymona się zmieniły. Wygląda na to, że zięć ma ją wyraźnie na utrzymaniu, razem ze swoją żoną. Z tekstu wynika, że zamieszkuje ona razem z nim. Przynajmniej prowadzą wspólne gospodarstwo. Szymon najpierw poszedł do Jana nad Jordan. Nie wiemy, ile czasu tam spędził, ale w tym czasie z pewnością nie pracował i rodzina musiała radzić sobie sama, żyć z zapasów, biedować. Znowu brak detali, ale z pewnością obu kobietom było trudniej niż wtedy, gdy Szymon zajmował się swoimi obowiązkami. Teraz pojawia się Jezus i zanosi się na to, że zięć w ogóle pójdzie za Jezusem i obie kobiety zostawi. Nietrudno zgadnąć, jakim obciążeniem dla psychiki teściowej Piotra są te przewidywania. Nie dziw, że gorączkując się takimi myślami gorączkuje. Wyobrażenie przyszłości bez Szymona jest dla niej za trudne. Ile razy histeria kobiet skutkująca dolegliwościami ciała zmieniała decyzje mężczyzn! Ile razy okazywała się jedyną bronią egoizmu kobiecego przed egoizmem męskim! W ten układ wkracza Jezus i podaje teściowej Piotra rękę. Podnosi ją nie tylko z łóżka, ale podnosi na duchu, leczy nie gorączkę ciała, ale gorączkę duszy. W Jego sposobie bycia, dotyku dłoni musiał być taki spokój, łagodność, które wyciszają emocjonalną burzę w sercu kobiety. Gdy ustępuje gorączka duszy, ustępuje też gorączka ciała. Jezus okazuje się lekarzem nie tylko ciała, ale i duszy.
Zmieniłem swoje widzenie całego tego zdarzenia raz jeszcze, gdy serio uwzględniłem to, co oprócz Mateusza i Marka ma jeszcze do powiedzenia Łukasz. U niego znajduje się dające do myślenia sformułowanie rozkazał gorączce i opuściła ją.
Jaki jest sens rozkazywania gorączce? I gorączka ciała, i gorączka duszy chociaż są gorączkami człowieka są nieosobowe. Rozkaz zaś można sensownie wydać tylko temu, kto go zrozumie i wykona. Inaczej jest pustym teatralnym gestem. Pan Jezus jest prawdziwy i na taki gest nigdy by sobie nie pozwolił. Ewangeliści nie notują słów, jakie wypowiada stając nad teściową Szymona. Te prawdopodobnie brzmiały: opuść ją. Na takie przypuszczenie pozwala analogiczna sytuacja – burzy na jeziorze, gdy Jezus mówi: milcz, ucisz się, co uczniowie rozumieją i zapamiętują jako rozkaz wydany równie bezosobowej sile, jaką jest wzburzone jezioro. Jeśli rozkazuje: opuść ją, ucisz się, to nie mówi do gorączki, ale mówi do demona, który się tu usiłuje wmieszać! Ten wdaje się w strach uczniów na jeziorze, wnika w rozedrganą psychikę teściowej Piotra. Przy takim odczytaniu leżała w gorączce Jezus jest nie tylko dobrotliwym uzdrowicielem ludzkich niemocy, nie jest tylko niezwykłą kojącą osobowością. Jest władcą, który rozkazuje demonom iść precz. Jest tym, kto pokonuje diabła, kto pomaga człowiekowi tam, gdzie nikt inny pomóc mu nie jest w stanie. Nie wyręcza lekarza, nie jest genialnym psychoterapeutą, ale jest naszym Zbawicielem!
Źródło: liturgia.pl, dostęp: styczeń 2026.
TEKST 3
Po wyjściu z synagogi Jezus wraz z Jakubem i Janem udali się do domu Szymona Piotra, który był równocześnie domem Andrzeja. Piotr przeniósł się z Betsaidy prawdopodobnie w związku z zawarciem małżeństwa. Jego dom, który można oglądać do dziś, należał do zamożniejszych. Był bardzo dobrze zlokalizowany; blisko jeziora, z głównym wyjściem na cardo, w pobliżu synagogi. Składał się z trzech podwórek, na które wychodziły poszczególne izby. Jedna z nich była otaczana szczególną czcią od pierwszego wieku, jako miejsce przebywania Jezusa. „W tej jednej izbie, starannie już otynkowanej, z utwardzoną podłogą, nikt już nie mieszkał, natomiast odwiedzało ją wielu. Przybysze pozostawiali na ścianach liczne graffiti w języku aramejskim, greckim, a nawet łacińskim” (J. Gać). Stanowiła dla pierwszych chrześcijan domus ecclesia.
Gdy Jezus przekroczył mury domu, wszyscy opowiadali Mu o chorobie teściowej Piotra. Ewangeliści nie podają jej imienia; była więc dobrze znana. W tym czasie teść Piotra przypuszczalnie już nie żył. W tekście nie ma również wzmianki o żonie Piotra. Jednak Paweł zanotował, że później towarzyszyła mu ona podczas podróży misyjnych (por. 1 Kor 9,5). Szymon przygarnął owdowiałą matkę żony do swojego domu. Status wdowy narażał ją na wiele trudności. Dobra małżeńskie były zazwyczaj uważane za własność rodziny zmarłego męża. Wdowa musiała żebrać lub podejmować się najniższych i słabo opłacalnych prac. Z drugiej jednak strony Prawo zapewniało jej ochronę (podobnie jak starożytne wspólnoty chrześcijańskie), zaś opiekowanie się nieco dalszą rodziną było zjawiskiem o wiele częstszym niż współcześnie.
Teściową Piotra trawiła wysoka gorączka. „Dla starożytnych była ona bardziej chorobą niż symptomem choroby. Słowo określające «gorączkę» (pyretos) tak wyraźnie odsyłało do żaru ognia (pyr), że rabini potocznie używali zwrotu «ogień kości» dla określenia gorączki, która mogła być czasami chorobą śmiertelną. Wyobraźmy sobie obecnie ciężką malarię! W tamtych czasach chętnie przypisywano gorączce, jak tylu innym chorobom, pochodzenie demoniczne, a więc trzeba było odprawić egzorcyzmy” (P. Mourlon Beernaert).
Na prośbę uczniów Jezus „podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka” (Mk 1,31). Jezus podszedł do kobiety. Niektórzy pobożni Żydzi w ogóle unikali dotknięcia kobiet, aby nie utracić czystości rytualnej, chyba, że mogli ustalić, w jakim stanie się znajdują (por. Kpł 15,19). Następnie ujął kobietę za rękę i podniósł. „Zatem chwyta ją za rękę, być może z całą delikatnością, jaką tylko można sobie wyobrazić, ale także z całą energią, jaką mógł jej przekazać za pomocą uścisku ręki” (I. Gargano). Jean du Mesnil w taki sposób próbuje oddać jej przeżycia: „Wówczas Jezus zbliżył się do mnie, ale w sposób odbiegający od zwyczaju, w jaki mężczyzna zbliża się do kobiety, która nie należy do niego. Jak wyrazić, co wtedy czułam? Był tu dla mnie. Moje życie miało znaczenie. Naprawdę chciałam, żeby to trwało i bardzo chciałam Go poznać. Jakże cenne było tych kilka sekund pod Jego spojrzeniem! Nigdy czegoś takiego nie doznałam. A potem wziął moją dłoń w swoją. To niesamowite, co może wyrazić dłoń! Jego czuła ręka wydawała się rozumieć całe moje strapienie i zmęczenie, unosiła mnie całą; brała na siebie całą moją wrażliwość. I tak Jego ręka powoli się uniosła i podniósł mnie… Jego dłoń mówiła mi, że jestem silna jak On”.
Opisując dotyk Jezusa i uzdrowienie kobiety, Ewangeliści posługują się greckim słowem egeirein, (u Łukasza anastasis), które oznacza „podniesienie”, „wskrzeszenie”. To samo słowo zostało użyte w opisie zmartwychwstania Jezusa. „Nie jest to przypadek, ponieważ istnieje powiązanie między tą ręką, która podnosi, i Bogiem życia, który podnosi z martwych. Już Stary Testament mówił o Bogu, jako ujmującym za prawicę tego, któremu chce udzielić swojej mocy, a nawet wprowadzić go do swojej chwały (Ps 73,23; Iz 41,13; 42,6)” (P. Mourlon Beernaert). Teściowa leżąca w gorączce, przykuta do łoża była niemal martwa. Jezus wskrzeszając ją, dał jej nowe życie, pozwolił powrócić do codzienności i pełni życia.
Ewangelista Łukasz dodaje, że Jezus „rozkazał gorączce, i opuściła ją” (Łk 4,38). Jest to forma egzorcyzmu. W podobny sposób odniósł się wcześniej do złego ducha. Teraz oczyścił kobietę od wszelkiej niemocy i zła, które wiązano wówczas z chorobą. „Starożytni nie byli pozbawieni współczucia, niemniej jednak obawiali się chorych, gdyż w ich dolegliwościach dopatrywano się kary Bożej. Teściowa Szymona mogła się więc lękać, że zostanie wyrzucona z domu w obawie przed skażeniem pozostałych domowników” (R. Ascough).
Uzdrowiona przez Jezusa kobieta „usługiwała im” (Mk 1,31). Użyte w tekście greckie słowo diakonein świadczy, że nie chodzi tutaj tylko o posługi materialne. Z początku były to zapewne skromne zajęcia wynikające z gościnności domu w Kafarnaum. Chociaż niektórzy egzegeci „wskazują, że w judaizmie nie uznawano tego rodzaju służby kobiet wobec mężczyzn, a zwłaszcza rabbich” (E. Adamiak). Czasownik diakonein (który występuje około stu razy w Nowym Testamencie) wskazuje na stałą posługę. Chodzi więc o naśladowanie Jezusa, służbę Jemu. Teściowa Szymona dzięki uzdrowieniu stała się posługującą uczennicą Jezusa. Jako diakonisa służyła w domu Piotra, a więc w centrum religijnej wspólnoty, którą założył Jezus. „Jej służba oznacza uczestnictwo w godności liturgicznej, która wyraża się w służbie miłości” (E. Bosetti). „Kobieta, uzdrowiona i podniesiona, uosabia rzeczywiście wspólnotę chrześcijańską, w której zaczyna się odkrywać znaczenie wzajemnej posługi. Czyż my sami nie powinniśmy również służyć sobie wzajemnie? Jeśli ktoś chce być pierwszy, czyż nie powinien zająć ostatniego miejsca, by być na służbie braci i sióstr?” (P. Mourlon Beernaert). Święty Paweł zaleca: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe. (…) W czynieniu dobra nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy. A zatem, dopóki mamy czas, czyńmy dobrze wszystkim, zwłaszcza zaś naszym braciom w wierze” (Ga 6,2.9-10).
Źródło tekstu: jezuici.pl, dostęp: styczeń 2026.
